Sprzedaż domu niechcianego przez pośredników- relacja Anna Mazur i Miroslaw Mazur

 

 

Chciałbym opowiedzieć Państwu krótką historię sprzedaży domu w Świnoujściu, w dzielnicy Przytor. W 2003 r. zaczęliśmy jego budowę, jednak w 2009 roku wyjechaliśmy z rodziną za granicę. W 2010 r. zdecydowaliśmy, że musimy go sprzedać, gdyż nie jesteśmy w stanie o niego dbać „na odległość”. A odległość była znaczna, bo aż 2000 km.

 

Oczywiście, pierwszym pomysłem, jaki wpadł nam do głowy, było wystawienie nieruchomości na popularnym serwisie aukcyjnym. Minęło około 6 miesięcy, a efekt był bardzo mizerny. Krótko mówiąc – wyrzuciliśmy pieniądze w błoto. Uważałem, że przyczyną porażki były nieprofesjonalne zdjęcia, ale nie miałem o to do siebie pretensji, przecież nie jestem zawodowym fotografem. Tak to sobie wówczas wytłumaczyłem.

 

Wobec tego postanowiłem oddać sprawę sprzedaży domu zawodowcom. Z biurem nieruchomości X, jednym z większych w Szczecinie podpisałem umowę na rok. W tym czasie przedstawiciel firmy obiecał znaleźć kupca na moją posiadłość, a także zrobić profesjonalne fotografie. W umowie była oczywiście zawarta duża prowizja za sfinalizowanie transakcji. Pan zdjęć nie zrobił, a publikując ofertę, załączył do niej moje fotografie, które wysłałem mu po to, aby zorientował się, co w ogóle mam do sprzedania. Pośrednik przywiózł nawet baner z napisem „Sprzedaż nieruchomości X”, jednak „zapomniał” go powiesić.

 

Gdy zgłosiła się do mnie klientka, której spodobała się ta nieruchomość, zgodnie z umową odesłałem ją do biura X, żeby wszystkie formalności bezpiecznie załatwiła z pośrednikiem. Okazało się, że tam zaproponowano jej inny, „lepszy” dom. Zirytowało mnie to, bo zrozumiałem, że X lekceważy mnie, nie dba o moje interesy, a nawet gotowego klienta „podanego na tacy” zniechęca.

 

Przez cały rok trwania umowy z biurem nieruchomości X, nie było nawet jednej prezentacji dla kupujących w naszym domu (teraz rozumiem, dlaczego: za daleko jest jeździć ze Szczecina do Świnoujścia). Stwierdziłem, że skoro X miał za daleko, to może lepiej sprawdzi się jakaś firma ze Świnoujścia?

 

Zainteresowało mnie biuro Z i gdy przyjechałem do Polski na wakacje, podpisałem z nim umowę. Jednak okazało się, że i tu byłem lekceważony. Najlepsza była jednak kolejna pani pośrednik – pani o dość egzotycznym imieniu. Nie dość, że nie znalazła żadnego kupca, to jeszcze chciała przeprowadzać egzorcyzmy, żeby złe duchy odeszły i pozwoliły sprzedać nieruchomość. Gdy moja żona to usłyszała, myślałem, że mi głowę urwie. Przecież to jest nowy dom!

 

Na początku pani poprosiła o małą zaliczkę (150 zł), by mogła przyjechać i porobić zdjęcia. Zgodziłem się, bo przecież jak sprzeda dom, to zwróci pieniądze. Potem potrzebowała następne 500 zł, by sfinalizować transakcję, bo byli już kupcy z Hiszpanii. Jaki byłem łatwowierny! Ale przynajmniej e-maile otrzymywałem mniej więcej raz w miesiącu (coś w rodzaju raportu, że coś tam się dzieje i że jest zainteresowanie domem).

 

Szybko nadszedł rok 2015. Pani, która opiekowała się naszym domem, podczas naszej nieobecności, zmarła. Został tylko jej mąż, ale od razu było widać, że brakuje tam kobiecej ręki.

 

Gdy przyjechaliśmy na kolejny urlop do Polski, postanowiłem zobaczyć, jak przebiega sprzedaż nieruchomości. Przeszukałem internet, by znaleźć ofertę naszego domu, i…niczego nie znalazłem. Zadzwoniłem do pani S, zapytałem, gdzie jest to ogłoszenie, oglądane przez potencjalnych klientów. Odpowiedź tej pani „troszeczkę” mnie zaskoczyła. Cytuję: „Na razie go nie ma, bo muszę przetłumaczyć na niemiecki”. Więc pytam panią, gdzie to było zamieszczone? Podała adres, więc znalazłem ogłoszenie mojego domu pomiędzy pralką, a ogórkami na darmowej stronie z ogłoszeniami w WARSZAWIE (ja przecież nie chcę sprzedać domu w Warszawie, tylko w Świnoujściu). Umowa została zerwana, a pieniądze – nieodzyskane.

 

Po wielu perypetiach, związanych z trwającymi pięć lat próbami sprzedaży domu przez trzy nieudolne biura nieruchomości, postanowiliśmy skorzystać z rady znajomego. Polecił nam  firmę, która ma w ofercie „home staging”, czyli specjalne przygotowanie nieruchomości do sprzedaży. „Entliczek-pentliczek” i wypadło na biuro nieruchomości Pani  Małgorzaty Uleryk.

 

Pani Małgorzata Uleryk natychmiast zdobyła nasze uznanie i zaufanie. Do sprawy podeszła konkretnie, bez „owijania w bawełnę” i „mydlenia oczu”. W ciągu kilku dni zajęła się przygotowaniem i zrobieniem profesjonalnych zdjęć, a także skompletowaniem dokumentacji technicznej domu. Udzieliła nam wielu trafnych porad, co powinniśmy, a co możemy zrobić, by naszą inwestycję sprzedać. Już po kilku dniach, pani Małgorzata przesłała nam przepiękne zdjęcia posiadłości przygotowanej do sprzedaży. Mimo utrudnień (nie tylko odległość ze Szczecina do Świnoujścia, ale także nasza nieobecność – pobyt za granicą) w ciągu miesiąca pojawił się konkretny kupiec. Gdy otrzymałem telefon z ta wiadomością, w pierwszej chwili pomyślałem, że żartuje sobie. Jednak to nie był żart. Naprawdę znalazła dla nas kupca!

 

BARDZO, ale to BARDZO polecamy Panią Małgorzata Uleryk ludziom takim jak my – mieszkającym poza granicami kraju, którzy nie mogą „na zawołanie” przyjechać do Polski, aby biegać po urzędach i załatwiać tysiące formalności (na początku wspomniałem, że nie owijała w bawełnę, że będzie lekko, a chodziło właśnie o dokumenty, zaświadczenia, mapki itp.)

 

Pani Małgorzata Uleryk ma niesamowitą wiedzę o tym, jakie dokumenty są potrzebne. Większość z nich załatwiła sama, mając nasze pełnomocnictwo, a jeśli czegoś nie mogła załatwić, informowała nas o tym i doradzała, co trzeba zrobić. Przygotowała spotkanie do podpisania umowy przedwstępnej, a potem już ostatecznej sprzedaży u notariusza. Doradzała, czy wszystkie zapisy umowy chronią nasze interesy, doprowadziła transakcję do samego końca, włącznie z przekazaniem nieruchomości w naszym imieniu nowym właścicielom.

 

Jeśli mielibyśmy samodzielnie sprzedać dom, który jest obciążony kredytem i przygotowywać dokumenty wymagane przez bank kupujących, to bez pomocy takiej osoby jak Pani Małgorzata, na sto procent nie dalibyśmy sobie rady. Żaden z poprzednich, według mnie „pseudo pośredników” nie wspomniał nawet, jakie dokumenty mogą być potrzebne i gdzie je otrzymać, aby nie przedłużać transakcji.

 

Pani Małgorzata Uleryk

 

Bardzo chcemy Pani podziękować za wspaniałą współpracę i serce, które Pani włożyła, by ten dom miał nowych, dobrych właścicieli.

 

Z poważaniem, Anna i Mirosław Mazurowie.